W kuchni głupiuchni...
... czyli jak to zrobić, żeby się nie narobić, a wrażenie swoimi umiejętnościami kucharskimi zrobić.
Najsampierw (uwielbiam to słowo :-]) pragnę zaznaczyć, że do przedstawionych tu przepisów doszedłem zupełnie sam. No, może
z lekką pomocą internetu. Właściwie ze sporą pomocą internetu. No dobra, w każdym razie nie są to przepisy skopiowane metodą
Ctrl+C, Ctrl+V z innych stron. Szczególnie leniwym wyjaśniam od razu, że sposób "zaznacz przepis w internecie, skopiuj,
wklej do kuchenki, danie gotowe" nie działa. Sprawdziłem...
Ale o czym to ja... acha. Przepisy. Dania. Kuuchnia. Godziny spędzone nad rozpalonym piekarnikiem, ocieranie potu z czoła przy
krojeniu mięsa i łez z oczu przy szatkowaniu cebuli - tego tu nie znajdziecie. Szukającym takich wrażeń polecam gorąco stronę
http://www.masochistawkuchni.pl. Tutaj będzie prosto, szybko i efektownie.
Oczywiście efektownie ma wiele znaczeń, na początku zwykle oznacza spektakularną porażkę kulinarną. Ale czyszczenie piekarnika
z przypalonego na amen tłuszczu niezwykle mocno hartuje ducha (i męczy ręce ;-]).
Do rzeczy zatem. Zaczynamy od risotto, potem pojawią się kolejne przepisy.
(I do intend to translate these webpages into English. But, to be honest, I'm damn lazy ;-])
- strona główna/index
- w kuchni głupiuchni/bitchin' in the kitchen
- o mnie/about me
- kontakt/contact
- linki/links